SYLWETKI

ALINA JANOWSKA: Życie w biegu

 
 
 
 
 
Marek Różycki jr.
 
 ALINA JANOWSKA: Życie w biegu
 
Alina Janowska podczas jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
 
Znakomita aktorka filmowa, teatralna i kabaretowa 16 kwietnia ukończyła 90 lat. Gratulacje i najlepsze życzenia!
 
Świetnie pamiętam Alinę Janowską, gdy już jako bardzo znana i kochana przez widzów i słuchaczy aktorka wielokrotnie odwiedzała zimą Zakopane. Miałem wówczas około 10. lat, gdy towarzyszyłem memu Ojcu podczas rozmów z piękną panią, która z nartami wybierała się na Gubałówkę. To ona została wytypowana na milionowego pasażera kolejki. Później śmigała ze stoku, a ja na swych deskach pozostawałem gdzieś w tyle…

Pani Alina odwiedziła także zakopiańską „Cichą” i złożyła swój wpis w opasłej księdze znamienitych gości z całego świata, którzy podziwiali i zwiedzali dawny Zajazd Sobczaków. Tych gości było tysiące. Kiedyś profesor Karol Kłosowski podliczył, że w księdze goście złożyli swe podpisy i opisali wrażenia po zwiedzeniu „Cichej” w 130 językach i rozmaitych narzeczach!!!

Mieliśmy bardzo wiele zdjęć z Aliną Janowską, także w schronisku nad Morskim Okiem, które prowadził wówczas przyjaciel mego Ojca - Czesław Łapiński z żoną Wandą zwaną „Dziunią”. Nie zapomnę nigdy naszych „rejsów” z panem Czesławem Łapińskim łodzią po Morskim Oku, po których później, przy zastawionym stole, częstował wszystkich żubrówką własnej produkcji…

(Dla przypomnienia: Czesław Łapiński urodził się 29 listopada 1912 roku w Nowym Jorku, zmarł 24 lipca 1989 w Krakowie. Taternik, alpinista, ratownik tatrzański. W latach 1945 -1980 był kierownikiem schroniska nad Morskim Okiem. Po przejściu na emeryturę przekazał schronisko w ręce najmłodszego syna Wojciecha).

Alina Janowska, legenda polskiego kina i teatru, mimo upływu lat nie wie co to odpoczynek, nie ma na to czasu. Wciąż pracuje, zajmuje się wnukami, które przyjeżdżają do niej z USA albo dziećmi ze stworzonych przez siebie "Gniazd", niosących pomoc najbardziej potrzebującym. Zawsze uśmiechnięta, pogodna, dzieli się swoim ciepłem. Lubi swój dom na warszawskim Żoliborzu. Jak sama przyznaje, jest duży, ale jej to nie przeszkadza, bo uwielbia kiedy coś się dzieje i dookoła są ludzie.- Nie wyobrażam sobie rezygnacji z pracy z własnej woli. Dla mnie w pracy najważniejsza jest sama otoczka. Spotykam interesujących ludzi. Opowiem im jakiś dowcip, pośmiejemy się wspólnie, bo się rozumiemy, znamy i lubimy - opowiada.

Wprawdzie marzyła o karierze tancerki, ale los zrządził inaczej. Gdy nabawiła się kontuzji kolana, pomyślała o aktorstwie. Już po wojnie zdała egzamin eksternistyczny i zaczęła pracować. Później grała w filmach wybitnych reżyserów - Juliusza Machulskiego, Piotra Szulkina i Andrzeja Wajdy. Zdobywała nagrody na międzynarodowych festiwalach filmowych. A w Polsce - Srebrne Maski, Złota Maska; plebiscyty "Ekspresu Wieczornego" na najpopularniejszego aktora telewizyjnego przyniosły jej do tej pory aż sześć nagród! Tak więc dobrze się stało, że ta niezwykle popularna i utalentowana aktorka nie została tancerką.

-- Wnętrze mam dramatyczne, ale życie skłoniło mnie do grania rzeczy śmiesznych. Jednak nie chcę już opowiadać o więzieniu, cierpieniu i przerażeniu. Chcę powiedzieć, że życie bez miłości jest nic niewarte. Bez miłości do dziecka, miłości małżeńskiej, koleżeńskiej, miłości kochanków... I dodaje: -- Trzeba mieć siłę, żeby wykrzesać w sobie miłość do bliźniego i to nie tylko do tego, który też ci ją okazuje. Ale także do tego, który jest wrogo do ciebie nastawiony - wyznaje.

Gdy tuż po wojnie zginął jej ojciec, musiała zatroszczyć się o mamę i młodszego brata. Zaczęła więc zarabiać, ucząc tańca i występując w teatrzykach. Wtedy też spotkała aktora Tadeusza Plucińskiego. Zaręczyli się nawet, ale... w tym samym czasie poznała artystę plastyka Andrzeja Boreckiego i za niego wyszła za mąż. Wkrótce na świecie pojawiła się córka Agata, która dziś jest anestezjologiem i mieszka pod Bostonem. Jednak po siedmiu latach w związku Aliny Janowskiej pojawił się kryzys, który zakończył się rozwodem. Trzy lata później aktorka spotkała miłość swego życia - wicemistrza olimpijskiego w szermierce Wojciecha Zabłockiego, z zawodu architekta.

-- Od razu się nim zachwyciłam. Wkrótce przekonałam się, że świetnie radzi sobie z dziećmi, potrafi z nimi rozmawiać. Zaprzyjaźnił się z Agatą, ale sam też był już ojcem, miał syna z poprzedniego małżeństwa. Imponował mi, bo przecież sławny, wykształcony, a do tego ciepły i troskliwy człowiek - opowiada aktorka.

Z Wojciechem Zabłockim ma dwoje dzieci. Michał jest poetą, reżyserem i autorem tekstów piosenek Grzegorza Turnau, Kasia skończyła italianistykę. Mieszka i pracuje w Stanach Zjednoczonych. -- Mam udaną rodzinę. Cieszę się z moich dzieci i wnuków. Uszczęśliwiają mnie. I rozczulają, bo odczytuję w nich swoje ślady. Szkoda tylko, że nie mam tej gromadki na co dzień - mówi z dumą, radością i nutką tęsknoty.

Dla Aliny Janowskiej i to właśnie ludzie wciąż są najważniejsi. Zawsze była społecznicą. Ponad dwadzieścia lat temu założyła pierwszą placówkę Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom "Gniazdo". Dzisiaj, pytana o swoje życiowe sukcesy, mówi: -- Największe sukcesy to przyjaciele, których mam rozsianych po całym świecie. Kocham ludzi, bo dla mnie od zawsze najcenniejszy jest człowiek. Tak było, jest i już pozostanie.

Źródło zdjęcia

(em)

.