ROZMOWY

Latynoski żywioł - Jaroussky i L'Arpeggiata

 
 
 
 
 
Z CHRISTINĄ PLUHAR rozmawia Jędrzej Skłodowski
 
Gazeta Wyborcza Łódź, 21 stycznia
 
Latynoski żywioł - Jaroussky i L'Arpeggiata
 
Christina Pluhar. Fot. Paweł Ulatowski
 
W niedzielę, 22 stycznia 2012 roku w filharmonii łódzkiej wystąpił zespół muzyki dawnej L'Arpeggiata i słynny kontratenor Philippe Jaroussky. Artyści udowodniają, że muzycznych korzeni Europa powinna szukać... w Wenezueli, Kolumbii i Argentynie. Rozmowa z Christiną Pluhar, założycielką L'Arpeggiaty, odbyła się przed koncertem.
 
Zaprezentujecie premierowy materiał z płyty "Los Pajaros Perdidos". Co panią tak pociąga w dawnej muzyce Ameryki Południowej?

Ideą tego projektu było poszukiwanie "żywego baroku", a można go odnaleźć właśnie tam. W 2006 r. L'Arpeggiata nagrała płytę "Los Impossibles" z tradycyjną muzyką meksykańską. Jej baza harmoniczna jest dokładnie taka sama jak ta z manuskryptów XVII- i XVIII-wiecznych kompozytorów. W Łodzi wykonamy jeden utwór Santiago de Murcii, hiszpańskiego kompozytora z tamtego okresu, który popłynął do Meksyku, zawożąc tam europejską harmonię. Przetrwała w muzyce, którą dziś uznajemy za tradycyjną. Na "Los Pajaros Perdidos" zajęliśmy się przypadkami z Wenezueli, Kolumbii, Argentyny, Paragwaju. Chodzi także o instrumenty: gitary, harfy, skrzypce. Dzisiejsza harfa południowoamerykańska ma ten sam kształt i rozmiary co renesansowa harfa hiszpańska. A przecież różnica między europejską harfą renesansową i harfą współczesną jest gigantyczna.

Podobnie jest chyba z gitarami, używacie m.in. popularnej gitary cuatro.

Tak. Ma cztery struny jak gitara barokowa. I ten sam strój. Instrumenty wykorzystywane w tamtejszej muzyce są niezwykle podobne do instrumentów barokowych L'Arpeggiaty. Muzykowaliśmy wspólnie z tradycyjnymi muzykami - byliśmy jedną rodziną.

 Czuje się pani jakby podróżowała w czasie?

Tak. We współczesnej muzyce europejskiej próżno szukać śladów baroku, ostały się tylko w Ameryce Południowej. Oprócz wpływów indiańskich jedynym istotnym czynnikiem, który na nie wpłynął, był rytm. Tu Europę zdominowała Afryka.

Utwór tytułowy skomponował jednak Astor Piazzolla.

Ten i kilka innych współczesnych utworów wybrałam specjalnie dla Philippe'a Jaroussky'ego. Piazzolla oczywiście nie pisał dla kontratenora, ale Philippe uwielbia śpiewać tę muzykę, a jego słodki, delikatny głos doskonale pasuje do stylu Piazzolli. Na płycie występuje pięcioro śpiewaków. W Łodzi będzie z nami tylko Philippe, więc zaprezentujemy utwory z jego udziałem. Poza tym wykonamy też utwory z naszych poprzednich projektów, np. "Teatro d'Amore" z muzyką Monteverdiego.

Kiedy i gdzie po raz pierwszy usłyszała pani Philippe'a Jaroussky'ego?

Jeszcze przed założeniem L'Arpeggiaty. Miał ze 20 lat, śpiewał partię Nerona w "Koronacji Poppei" Monteverdiego. Kompletnie zakochałam się w jego głosie. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Podziwiam go nie tylko jako artystę, ale także jako wspaniałego człowieka. Philippe jest zawsze ciekawy, ma otwarty umysł, jest elastyczny. Pierwsze wspólne przedsięwzięcie zrealizowaliśmy w 2004 r.

Za każdym razem, gdy oglądam panią na scenie, myślę sobie, że powinna pani grać nie w sali koncertowej, ale na ulicy albo w tawernie: do tańca, do zabawy. A może ma pani takie doświadczenia?

śmiech) Nie, ale ma pan dobrą intuicję. Chcemy otwierać publiczność na nowe doświadczenia. Za każdym razem zadziwia mnie, że publiczność nieustannie okazuje emocje na koncertach jazzowych czy rockowych, ale w filharmonii jest powściągliwa i czeka z tym na koniec utworu. A ja lubię pokazywać emocje tak samo i tu, i tu, przecież jestem jedną osobą! Kiedy występuję, staram się więc stworzyć atmosferę, która ułatwi publiczności żywiołowe reakcje. Mam nadzieję, że tak będzie w Łodzi.

PS. A my mamy nadzieję, że kiedyś będzie można posłuchać tego rewelacyjnego zespołu w Zakopanem.

(em)