ROZMOWY

JERZY OWSIAK: Kiedyś oddam czerwone spodnie

 
 
 
 
 
Rozmowa Jacka Żakowskiego
 
JERZY OWSIAK: Kiedyś oddam czerwone spodnie
 
Jurek Owsiak w siedzibie TVP w Warszawie
 
Jurek Owsiak mówi POLITYCE o swych marzeniach, strachach i codziennym szaleństwie. A także o coming oucie staruszków i o tym, na co jeszcze będzie zbierać Orkiestra
 
Jacek Żakowski: Strzyka cię w krzyżu?
Jerzy Owsiak: Nic z tych rzeczy.

Sześćdziesiątka nie ciąży?

Energia we mnie taka, że na Finale mogę, jak 20 lat temu, dwadzieścia razy przebec studio w tę i nazad. Najwyżej realność strzyka. Świadomość, że jestem w wieku przedpoborowym. Ale na razie ta sama wariacka moc jest ze mną. Nie zamartwiam się, że życie jest ciężkie i prowadzi do śmierci.

Twoje życie jest usłane różami. Kto zobaczy Owsiaka, temu się gęba uśmiecha.

Ale to się nie przekłada na konkret. Ostatnio pokazałem na blogu swój PIT. Nie był bohaterski. Wolałbym zarobić trochę więcej. Nawet jak w którymś wywiadzie powiedziałem, że jestem w drugim progu, pani z Norwegii napisała, że musi mnie rozczarować, bo jestem w pierwszym progu. Ale nie narzekam. Potrafię się cieszyć tym, co jest.

Teraz wejdziesz do drugiego progu, bo twórcy stracili 50 proc. kosztów uzyskania.

Będzie bolało. Ale nad tym czuwa moja żona. Żyję w nieświadomości tych spraw.

Owsiak z kosmosu.

Wiem, gdzie żyję. Na przykład, że bilety właśnie zdrożały o 80 gr. Ale mam te swoje kilka tysięcy na miesiąc i nie narzekam.

Czyli przy kolegach z szołbizu jesteś raczej cienki w uszach.

Było lepiej, kiedy miałem swoje programy w telewizjach. Umiem oszczędzać. Mam z czego dokładać.

Na starość masz odłożone?
Mam dwa obowiązkowe filary i jakiś prywatny. Ale jak ostatnio policzyliśmy to z żoną, okazało się, że z ZUS będzie kilkaset złotych. Złe pieniądze. Z trzeciego filara nie więcej. Tylko, że moje pokolenie miało trochę czasu, żeby sobie zbudować zaplecze finansowe. Nasi rodzice takiej szansy nie mieli. Te dwadzieścia lat to przesiadka z trabanta do niezłego opla.

Wyobrażasz sobie osiemdziesięcioletniego Owsiaka, który w czerwonych spodniach biega po studiu w tę i nazad?
Nie. Tu też mam realność. Jeśli o coś walczę, to żeby mieć trzeźwość, która pozwoli, żebym w odpowiednim momencie powiedział: "Dość. Teraz już będę obserwatorem."

Oddasz komuś te czerwone spodnie?

Może tak. A może to zrobi ktoś bez czerwonych spodni. Albo nikt. Orkiestra to jest system. 1800 sztabów od bazy w Afganistanie, przez Nową Zelandię, klub "Biba" na Brooklinie i 16 sztabów w Anglii, po małe przedszkole gdzieś w Kielcach. Nasz sztab nr 1, który na czas finału przenosi się do studia, jest tylko jednym z wielu. 1799 sztabów super pracuje, i w zasadzie robi, co chce. Ale jak ktoś nawali, to potem sam pije piwo, którego sobie naważy. Dadzą radę beze mnie.

Ostatnio co z kimś rozmawiam, zawsze wraca pytanie o koniec.
To się wiąże z postrzeganiem wieku podeszłego.

Ty nie chcesz się za cholerę zestarzeć.
Patrzę na to w sposób naturalny. Sam odejdę, jak poczuję, że odchodzi realność.

Pompka pompuje? Miechy dają radę?

Oczywiście. Chociaż mam typowy organizm Polaka.

Golonka. Kapucha. Kiełbacha.

Broń Boże. Ale wątroba jest w Polsce narządem skutecznie doświadczanym przez gardło. I tak nieprawdopodobnie zmieniliśmy tryb życia. W dwa tygodnie rozeszło się 5000 kart na bieg dla cukrzyków. Polacy się ruszają. Dbają o siebie, bo marzą. I wielu się udaje. W mojej audycji radiowej czytam kartkę z Turcji. Ona i on na rowerach jadą dookoła świata. Marzenia się spełniają. Sama świadomość, że jak sobie pościelę, tak się wyśpię, dodaje wielkich skrzydeł.

Ty jeszcze marzysz?

Pewnie. Ale strachy też mam. Najbardziej się boję, że mnie dopadnie ta starcza nierealność. Odklejasz się od życia i nawet o tym nie wiesz. Nie czujesz, że odpadłeś.

WIĘCEJ

(em)

ARTYKUŁ POWIĄZANY