PRZEGLĄD PRASY

Zdobyć Króla Tatr

 
 
 
 
 
Agnieszka Szymaszek
 
ONET, 21 stycznia 2016
 
 
 
Skoro świt ruszamy z Zakopanego na Słowację. Jest 4 rano.
 
To najlepsza pora, by rozpocząć wycieczkę na Gerlach – najwyższy szczyt Tatr. Czeka nas wymagająca wysokogórska tura z elementami wspinaczki, a w nagrodę – widok z wysokości 2655 metrów nad poziomem morza.

Do Śląskiego Domu

Auto zostawiamy w miejscowości Tatrzańska Polanka (1005 m n.p.m.). Naszym celem na drodze na najwyższy szczyt Karpat jest – póki co – schronisko, a raczej górski hotel zwany Śląskim Domem (1670 m n.p.m.). Można do niego dojść pieszo łatwym szlakiem, lekko pod górę w ok. 2 godziny. My jednak wybieramy wariant szybszy – wyjeżdżamy terenowym autem należącym do schroniska (taka opcja jest możliwa po wcześniejszym umówieniu się, za opłatą 7 euro od osoby).

Od Śląskiego Domu początek wycieczki jest łatwy i bardzo przyjemny. Pniemy się lekko pod górę wygodnym szlakiem w górę Doliny Wielickiej. Znakowana na zielono trasa wiedzie na Polski Grzebień. Masyw Gerlacha zamyka dolinę od zachodniej strony. Mijamy Wieczny Deszcz – tak nazywa się miejsce na szlaku, na które non stop spadają krople wody znad wznoszącej się nad turystyczną ścieżką skały, tzw. Mokrej Wanty. Idziemy jeszcze kawałek szlakiem, po czym schodzimy ze znakowanej ścieżki i zbliżamy się do podstawy wschodniej ściany Gerlacha, do wylotu Wielickiego Żlebu.

WIĘCEJ

(em)