KULTURALNIE

''Przykład wydawniczego niechlujstwa"

 
 
 
 
 
LIST DO REDAKCJI
 
''Przykład wydawniczego niechlujstwa"
 
 
W książce Wojciecha Szatkowskiego “Goralenvolk – historia zdrady”, w rozdziale “Niemiecka teoria o germańskim pochodzeniu górali”, autor zamieścił zdjęci, na którym widać trzy osoby w strojach góralskich, a wśród nich Marię Chwalibóg –działaczkę ruchu ludowego i gorącą patriotkę z Łącka w Ziemi Sądeckiej.
 
Zarówno autor jak i wydawca tej publikacji “nie byli łaskawi zauważyć” że wykonane przed wojną zdjęcie z okazji festiwalu “Święta Gór” zostało użyte przez hitlerowców do podpierania absurdalnej teorii o germańskich korzeniach górali.

Przedstawiciele społeczności łąckiej zdecydowanie potępili ten fakt w liście
protestacyjnym skierowanym do szeregu gazet i tygodników, które publikowały informacje o książce. Jako przedstawiciel rodziny Chwalibogów osobiście przeprowadziłem rozmowy telefoniczne,  zarówno z autorem,  jak i z wydawcą książki twierdząc,  że powinni przeprosić za tę skandaliczną pomyłkę, w wyniku której rzucili posądzenie o proniemieckie sympatie na osobę, która znajdowała się na jednym z czołowych miejsc na liście Polaków przeznaczonych przez tych właśnie Niemców do eksterminacji.

A było to logiczną konsekwencją jej autorstwa takich słów jak w zamieszczonym w 3 numerze „Głosu Podhala” z 16 stycznia 1938 roku artykułu „Panu Wańkowiczowi dobrej nowiny słów kilka” :

Doszła nas przez fale radiowe głoszona dobra nowina. Głosił ją w Sylwestrowy wieczór wielki nasz literat, publicysta, dawny doskonały oficer i wielki Polak, Melchior Wańkowicz. Ten co w „Szczenięcych Latach” maluje nam całą bujność dawnego wielkopańskiego życia na polskich kresach i największą tragedię człowieka, kiedy najdroższe strony i kąty ukochane, po prostu w serce wrośnięte, trzeba opuścić na zawsze, na niepowrotne, na zagładę.

Ten co szlakiem Smętka płynął wśród mazurskich jezior Prus Wschodnich, szukając na tych zagubionych drogach praw naszych do tych ziem czarownych a nieszczęśliwych, wygrzebując umiejętnie klejnoty prawdziwej, wiernej polskości z pod warstwy nędzy i germanizmu….


Pisząc to nie wiedziała jeszcze że to także ona będzie musiała najdroższe strony i kąty ukochane, po prostu w serce wrośnięte, opuścić na zawsze, na niepowrotne, na zagładę…

Tego oczywiście nie wiedział Wojciech Szatkowski, tak jak i tego, że ta „góralka”z kartki- założycielka zespołu Górali Łąckich, zaliczona w jego książce do Goralenvolku, po ucieczce przed Niemcami z Sącza do Lwowa w pierwszych dniach września 1939 roku, zostanie wraz z matką,  Józefą Chwalibogową, wywieziona przez Sowietów za Ural, gdzie będzie musiała rąbać las.

Nie wiedział też, że razem z armią Andersa przeszła cały szlak bojowy II Korpusu, pozostawiając w Uzbekistanie zmarłą na tyfus matkę.  Po wojnie zamieszkała  w polskim ośrodku w Anglii, nie mogąc wrócić do tych ukochanych kątów, gdzie rządził wrogi jej reżim.

O tym wszystkim nie wiedzieli ani autor ani wydawca, publikując zdjęcie (bo nie chciało im się sprawdzić źródła informacji, ) ale zostali poinformowani zarówno przez przedstawicieli społeczności Łącka, jak i przez przedstawiciela rodziny Chwalibogów. Jednak udzielając kilku wywiadów żaden z nich do dzisiejszego dnia nie sprostował tego skandalicznego pomówienia, dając w ten sposób oczywiste świadectwo nie tylko zawodowego niechlujstwa, ale także braku odwagi przyznania się do swego tak krzywdzącego błędu..

Dlatego zwracam się do Państwa w imieniu rodziny Chwalibogów „ łąckich” z prośbą o podanie tego faktu do publicznej wiadomości. Wymaga tego obrona dobrego imienia Marii Chwalibóg, która całe swoje życie poświęciła Polsce i polskiej kulturze Podhala.

Krzysztof Chwalibóg 
(Tytuł listu od  Autora)

(em)