FELIETON

Nowy - na pewno, na Dobry – nie ma co liczyć

 
 
 
 
 
Ewa Matuszewska
 
Nowy - na pewno, na Dobry – nie ma co liczyć
 
Fot. Mirosław Antos
 
Końcówka roku 2015 zapisze się w pamięci większości Polaków (tych gorszego sortu zwłaszcza) fatalnie. To, co wyprawiają nowe władze, powołując się na mandat społeczny (19 procent wyborców, rzeczywiście imponujący mandat społeczny!), jest zwyczajną, bandycką dintojrą, a nie cywilizowanym porządkowaniem sceny politycznej.
 
Mogę zgodzić się, choć z trudem, że zwycięzca bierze wszystko, ale takie branie wymaga umiejętności i nie tyle odwagi, co przede wszystkim rozwagi. Przypominam przy okazji, że pycha idzie przed upadkiem. Dodać można też, że żarło, żarło, aż zdechło lub żarło, żarło, aż pękło. Co na jedno wychodzi. Nie zamierzam jednak pocieszać Czytelników i siebie przysłowiami, będącymi podobno mądrościami narodów, kierując się przesłaniem Jana Pietrzaka, przypomnianym ostatnio przez niezrównanego Jacka Fedorowicza: Nie mój cyrk, nie moje małpy

Bardziej martwi mnie czarna seria wypadków w Tatrach. Trudne warunki i nadmiar brawury, zamiast ostrożnej rozwagi doprowadziły do śmierci kilkorga turystów. Najbardziej bulwersujący był wypadek na Kozim Wierchu – zginęła młoda kobieta, jak później się okazało, będąca w ciąży. Drugi śmiertelny wypadek wydarzył się na Gubałówce. Gdy usłyszałam tę informację, pomyślałam że ktoś sobie robi ponure żarty. Jednak nie, wystarczyło że mężczyzna zszedł ze szlaku, poślizgnął się i poleciał do głębokiego jaru. Zginął na miejscu.

Obok tragedii – farsa. Historia, która już obrosła w liczne memy – „ugrzęźnięcie” stu osób w rejonie Morskiego Oka i konieczność zorganizowania im transportu w bezpieczne miejsce, czego dokonał jedną decyzją starosta tatrzański.

Oczywiście, żyjemy w wolnym kraju i trudno zabronić chodzenia ludziom w góry zimą, bez względu na warunki atmosferyczne, zagrożenie lawinowe czy brak doświadczenia. Wprawdzie Słowacy zamykają szlaki powyżej dolin od listopada do czerwca i mają święty spokój z akcjami ratującymi nierozważnych turystów, ale u nas ten numer nie przejdzie.

Ludzie będą pchać się w Tatry, nie mając odpowiedniego sprzętu, umiejętności, doświadczenia, bo kto głupiemu zabroni? Ratownicy TOPR będą spieszyć im z pomocą, narażając swoje życie, bo przecież składali przysięgę i to ich praca. A po każdym wypadku śmiertelnym w mediach od nowa będzie się dyskutować nad koniecznością ubezpieczania się od nieszczęśliwego wypadku w górach i ponoszenia kosztów akcji ratowniczych przez osoby nieubezpieczone.

Kiepskie tematy jak na felieton noworoczny. Cóż jednak poradzę, że taki mamy klimat – pseudo polityczny i pseudo turystyczny? Mimo wszystko chciałabym Państwu złożyć życzenia noworoczne – niech każdy z nas w Nowym Roku 2016 dostanie to, na co zasłużył. Ani mniej, ani więcej…

(em)