FELIETON

My, Słowianie - rozważania o przywarach narodowych

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
My, Słowianie - rozważania o przywarach narodowych
 
Fot. Anita Trebunia-Tutka
 
Wszyscy znamy legendę o Lechu, Czechu i Rusie, ale mało kto śledzi najnowsze odkrycia dotyczące wędrówek Słowian w pierwszych wiekach naszej ery. Dziś wiemy znacznie więcej dzięki uczonym, dla których barwna mozaika narodów europejskich wciąż stanowi inspirację do badań i ciekawych wniosków.
 
Jednym z najatrakcyjniejszych tematów (również do żartów) dla przeciętnego zjadacza chleba jest charakter narodowy Europejczyków, który jak się okazuje, rzutuje na historię i gospodarkę w sposób szczególny.

Kiedy myślimy o Polakach, od razu nasuwają się nam stereotypowe cechy odróżniające nas na przykład  od Niemców – uporządkowanych, zorganizowanych, aktywnych społecznie, pedantycznych czy od narodów południowej Europy - temperamentnych, beztroskich i zmysłowych. A przecież wszyscy, o dziwo!, wywodzimy się z indoeuropejskiej grupy językowej! Większość narodów słowiańskich nie ma jednorodnych korzeni - u Bułgarów widać wpływy tureckie, a Macedończykom bliżej do starożytnych Greków.

Na to całe bogactwo nakłada się podział religijny na dwie wielkie części chrześcijańskie: zachodnią i prawosławną oraz część muzułmańską. Nam, co zrozumiałe, najbliżej oczywiście do Słowian, jesteśmy jednymi z nich, ale czy mentalnie, gospodarczo i politycznie zawsze „mówimy jednym językiem”?

Począwszy od najdawniejszych opisów naszych przodków najczęściej powtarzają się opinie, że Słowianie mają skłonność do ustawicznego debatowania, bardzo cenią wolność i życzliwie odnoszą się do obcych; do siebie - niekoniecznie, do swojego państwa – też nie bardzo. O zgrozo, często sami wzywali sąsiadów, by zaprowadzić porządek! Z jednej strony- szczerość i otwartość, z drugiej – lekkomyślność i krótkowzroczność.

U początków państwa polskiego obserwowano niechęć wobec państwa, feudalizmu i chrześcijaństwa. Potem było coraz ostrzej - czasy I Rzeczypospolitej pozostawiły nam zamiłowanie do specyficznie pojmowanej wolności, sejmikowania, także wielkopańską dumę, megalomanię, zawiść, kłótliwość, prymat walki i zabawy nad pracą, brak wytrwałości i bohaterstwa na co dzień, wybujałą indywidualność…

Inne „piętna narodowe” z tamtego okresu to: chwiejność charakteru, chęć błyszczenia i wystawności, prywata, bezmyślne naśladowanie cudzoziemców. Po wiekach dorobiliśmy się jeszcze aspołecznych zjawisk - mamy bezinteresowną zawiść, nieżyczliwość, brak profesjonalizmu i wybujałe ambicje. „Sobiepaństwo” ciągle jest bardziej atrakcyjne niż mieszczański porządek i chłopski pragmatyzm.

Czy przepracowaliśmy tamtą gorzką lekcję? Aleksander Kamiński pisał w 1941 roku:  W naszym bezgranicznym umiłowaniu wolności tkwi tyle zarodków anarchii, ze nawet przy najlepszym ustroju państwowym będziemy zawsze niełatwym do rządzenia społeczeństwem.. .

Miejmy nadzieję, że nowi radni  mają wiedzę i umiejętności, aby nasze przywary narodowe przekuć w atuty, przypominając nam swoją postawą, że wszystko jest możliwe gdy zapanuje zgoda.  

(em)

OD REDAKCJI: Felietony Krzysztofa Trebuni-Tutki ukazują się w papierowej wersji Tygodnika Podhalańskiego. Dziękujemy za zgodę na ich publikowanie.