FELIETON

Dobra rada na ciężkie czasy: Chcesz być szczęśliwy? To bądź!

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
Dobra rada na ciężkie czasy: Chcesz być szczęśliwy? To bądź!
 
Fot. arch. autorki
 
Szczęście to wypadkowa wielu czynników. Jeśli mamy mocne postanowienie bycia szczęśliwym –nikt nam szczęścia nie odbierze. Bo szczęście to stan umysłu, a stanu tego nikt nam odebrać nie może.
 
Często mówi się o Polakach, że najbardziej cieszą się z cudzego nieszczęścia. Niestety,  to smutna prawda – znam wielu rodaków, którzy najmocniej realizują się w konflikcie. Marudzą, zrzędzą, spalają się w wojnach, które sami rozpętują. Często wykorzystują swoją „pozycję”, by krzywdzić innych.

Oczywiście są to najczęściej ludzie, będący legendą tylko we własnym umyśle. Śnią o wielkości, a każdego dnia udowadniają swoją małość. Zwykle nie mają życia prywatnego ani przyjaciół. Mają tylko układy – polityczne, towarzyskie, biznesowe. Ale nie mają nikogo, kto podczas ich nieobecności wyprowadzi psa, podleje kwiaty, odbierze pocztę. Nie mówiąc już o tym, że brakuje im osób, które bezinteresownie wysłuchają, pocieszą, wyciągną pomocną dłoń w kłopotach. Ciężko w takiej sytuacji o szczęście…

Myślę, że to kwestia adrenaliny. Ta w konflikcie wydziela się najłatwiej. Nie trzeba się nawet spocić, żeby uderzyła delikwenta w potylicę, by podniosła ciśnienie i dała złudzenie szczęścia. Ale żeby od razu generować lokalne wojenki, bo się takiemu nie chce ruszyć tyłka i pobiegać? Przecież walka o szczęście nie powinna generować ofiar dookoła nas!

Wystarczy spojrzeć na Czechów. W każdy weekend czeskie miasta zaskakująco wyludniają się. W tym samym czasie zaludniają się tereny leśne, ośrodki wypoczynkowe, stoki narciarskie, parki narodowe czy ściany wspinaczkowe. Na rowery wsiadają młodzi i starsi. Czesi jeżdżą też na nartach/snowboardzie, pływają kajakami, wspinają się, maszerują, spacerują, biegają. Po polskim maraźmie można oszaleć, widząc przemieszczających się w strojach sportowych ludzi – we wszystkich kierunkach, z uśmiechami na ustach i potem na czołach. Jednocześnie – nikt się tam nie kłóci, nikt nikomu nie zazdrości, nikt nikomu do gara ani łóżka nie zagląda.

W tym samym czasie polskie miasta również się wyludniają. Tylko że tłum płynie do galerii handlowych, w których ustawiają się kilometrowe kolejki do niedzielnego obiadu w fast food’zie. Następnie amatorzy niedzielnych spacerów po sklepach wracają do domu, włączają telewizor i tyją, popadając w jeszcze większą frustrację. Jednocześnie trzymają kciuki, by inni mieli jeszcze gorzej. By zwolniono ich z pracy, by wichura zabrała im dach, bo przecież ich już przecieka, a sąsiad powinien mieć przecież gorzej. Piszą donosy, podkładają nogę i zajadają stres związany z wojnami, które sami wywołują, kolejnymi opakowaniami czipsów. Dla znajomych są wampirami energetycznymi, których należy unikać jak ognia. I koło się zamyka.

Tymczasem pomaganie słabszym pozwala odnaleźć równowagę w życiu. Jest na to wiele sposobów. Jedni, tak jak ja, działają w organizacjach pozarządowych. Pomagają chorym dzieciom i dorosłym czy zwierzętom, działają na rzecz przyrody czy szeroko rozumianego społeczeństwa obywatelskiego. Inni pomagają w ramach swojej pracy – udzielają darmowych porad prawnych tym, których nie stać na adwokata czy leczą najbardziej potrzebujących w swoim wolnym czasie. Często zdarza się też, że przedsiębiorcy przekazują swoje produkty na cele społeczne – czy to na aukcje, czy też jako bezpośrednią pomoc dla potrzebujących. Jeszcze inni, którym brakuje czasu na działanie, po prostu wspomagają cele charytatywne przekazując organizacjom datki finansowe lub rzeczowe.

Sposobów na pomaganie jest tak wiele, jak wiele jest osób niosących pomoc. Należy pamiętać, że działalność charytatywna zawsze odbywa się kosztem zarabiania pieniędzy, bo wkładamy w nią nasz czas, zaangażowane i emocje. Ale energia włożona w pomaganie ma zawsze wektor skierowany ku szczęściu. Bo choć rezultatów często nie widać od razu – w pomagającym rodzi się satysfakcja z samego procesu pomagania. Tymczasem według Światowego Indeksu Dobroczynności za rok 2013 Polacy są na 84 miejscu na 160 państw, czyli w strefie narodów mniej skłonnych do pomocy. Zaledwie 37% Polaków pomogło nieznajomemu, 32% przekazało jakikolwiek datek, a tylko 12% czynnie pomagało w organizacjach charytatywnych. Tak więc to pole stymulowania hormonów szczęścia jest wciąż otwarte na nowych wolontariuszy i niezwykle chłonne.

Podstawą jest więc odnalezienie takiego sposobu na szczęście, który nie szkodzi innym. Bo zło zawsze wraca. Uderzając w ofiary sztucznego konfliktu odbija się rykoszetem i trafia w sprawcę wojenki w najmniej spodziewanym momencie. Tymczasem można się przecież otaczać pozytywnymi ludźmi z pasją, odnajdującymi adrenalinę w realizacji swojego hobby. Można stymulować swoje szczęście śmiechem, wspólnymi wieczorami spędzonymi na grach towarzyskich i wspólnym gotowaniu zdrowych posiłków. Można szukać adrenaliny w sporcie. Stawiać sobie coraz wyżej poprzeczkę. Można wymagać od siebie, nie od innych. Można robić coś dla innych, a nie przeciwko nim.

A że przypadków nie ma – nie bez powodu, wracając na ściankę wspinaczkową po wielu latach, pokonałam różową (!!!) trasę V+, po zejściu orientując się, że jej nazwa to „rowerzyści i wegetarianie”. Ja potrafię się cieszyć małymi rzeczami. I nie boli mnie, że ktoś na przykład robi sobie publicznie żarty z mojego aparatu ortodontycznego. Bo za chwilę będę mogła jeszcze ładniej cieszyć się ze swoich sukcesów, prezentując w uśmiechu równe, białe zęby. Tymczasem hejterzy, przeżarci nienawiścią i próchnicą, zjedzą zęby na konfliktach. Dosłownie. A wtedy nawet najszerszy uśmiech z nieszczęścia innych będzie jeszcze bardziej odrażający.

(em)