FELIETON

Co ma wspólnego chiński czosnek z prawdziwą muzyką?

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
Co ma wspólnego chiński czosnek z prawdziwą muzyką?
 
Fot. Anita Trebunia-Tutka
 
Chyba wszyscy już wiemy, czym różni się chińska masowa produkcja od markowych wyrobów. Dobrym przykładem jest chiński czosnek - bez smaku i zapachu, bez właściwości bakteriobójczych, za to okazały i plastikowo biały. Do tego tańszy.
 
Od jakiegoś czasu branżę muzyczną zalewa taki „chiński czosnek” i choć nikogo nie uleczy i nie wniesie dobrego smaku do potraw, na polskim rynku ma się bardzo dobrze.

Dlaczego podróbki i nieudolne kopie zalewają nasze otoczenie i tak łatwo wmówić nam, że najlepsze jest to, co powtórzone tysiąc razy przez znane ze srebrnego ekranu osoby? Ponieważ w dobrym tonie jest jeździć dobrym autem w firmowej odzieży i znać bohaterów „Faktu”, ale czytać dobre książki, znać klasykę muzyki - poważnej i rozrywkowej, chadzać do muzeów i na wystawy – to już snobizm!

Nie znając oryginału, nie potrafimy stwierdzić, co jest świadomym nawiązaniem, cytatem w pozytywnym znaczeniu, a co wtórne, wynaturzone, parodystyczne. Z pewną prawidłowością, omijając Starą Europę, niewiedza ta dotyka krajów postkomunistycznych, środkowej Azji, amerykańskich przedmieść - króluje tam chaos i „hałas muzyczny”.

Na naszym podwórku ten „hałas muzyczny” - bo nazywanie tego muzyką jest nadużyciem - przybrał nazwę disco-polo. I na nic narzekania, że właśnie „zalewa polską wieś”, bo już dawno zalało wrażliwość jej mieszkańców! Można je kojarzyć z falami tsunami lub pekińskim smogiem – „oddychać” coraz trudniej, a niby wciąż aspirujemy do kręgu kultury europejskiej...

Najpierw wielkie hale po PGR-ach, magazyny i przetwórnie zamieniły się w mega-dyskoteki, potem „relaks” w Polsacie, TVP2 ze swoimi „biesiadami” i wreszcie internet. Zalało nie tylko wieś, nie tylko „ścianę wschodnią”, Polskę B, C i D, również znane ośrodki turystyczne i .... kluby studenckie szanowanych uniwersyteckich miast! Studenci puszczają oko?

Nie, również nasze „przyszłe elity” w tej muzyce się odnajdują. Gdzie są autorytety, krytycy muzyczni, znawcy, muzykolodzy, etnografowie? Stworzyli własne getta i zajęli się jałowymi dyskusjami na temat „czystości rasowej naszej kultury”, „profanacji sztuki ludowej przez folk” itp.

A bardziej wyspecjalizowani - krytyką kolorów wstążek w strojach ludowych, niewłaściwych ściegów w skarpetkach z owczej wełny, niepożądanego udziału dziewcząt w kolędowaniu czy graniu na niektórych instrumentach...Sic! Historia zna już takie kurioza - gdy „oświeceni” zajmują się dzieleniem włosa na czworo, a barbarzyńcy opanowują kraj...

Disco-polo jest dziś bezsprzecznie muzyką naszego post-chłopskiego i post-robotniczego ludu, ale nie należy go mylić z dawną, tradycyjną muzyką ludową. Obecny „ lud” zaprzecza, że wywodzi się ze wsi. Zgubił tradycyjne wzorce, (nowych nie odnalazł), wzbogacił się gwałtownie, założył maskę nowoczesności, kulturę zastąpił rozrywką. Zapanował znów homo sovieticus bez jakichkolwiek aspiracji kulturowych.

Czy zatem należy rozłożyć bezradnie ręce i stwierdzić - jak niektórzy publicyści - że wszystko to jest naturalne? Jest, o ile przyjmiemy, że to konsekwencja, między innymi, zaniechania powszechnej edukacji muzycznej i kreatywności, upadku prawdziwej działalności kulturalnej instytucji do tego powołanych, organizowania imprez „kulturalnych” z udziałem żenujących „gwiazd” disco-polo, przy wsparciu lub niemej akceptacji lokalnych decydentów.

„Edukacja, głupcze!” Gdybyż kultura zyskała w mediach i świadomości społecznej choć odrobinę tej uwagi, jaką cieszą się populistyczne kłótnie polityków i sagi rodów serialowych! Może nie trzeba byłoby nikogo przekonywać, że dawna kultura narodowa w całym swym bogactwie powinna być traktowana jako nasze dziedzictwo i wspierana odgórnie przez instytucje.

Dobra sprzedaż nie może być wyznacznikiem wartości, a masowość - poziomu artystycznego. I ktoś w końcu powinien powiedzieć wprost: disco-polo to zakaźna choroba, która toczy nasze i tak nie najlepsze gusta. To wstyd, znak naszego prymitywizmu i wielkiego upadku świadomości muzycznej!

(em)

OD REDAKCJI: Felietony Krzysztofa Trebuni-Tutki ukazują się w papierowej wersji Tygodnika Podhalańskiego. Dziękujemy za zgodę na ich publikowanie.