FELIETON

Przepis na choinkę ekologicznie słuszną

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
Przepis na choinkę ekologicznie słuszną
 
Fot. Witt Kornaś
 
Nawoskowałam ślizg. Naostrzyłam krawędzie i zęby. Przygotowałam rękawice i gogle. Przygotowałam się też do rozpoczęcia sezonu zimowego wcześniejszym felietonem o tęsknocie za śniegiem.
 
Tymczasem o treści aktualnego felietonu jak zawsze zadecydowało życie, bo już po pierwszym zdaniu porzuciłam deskę na rzecz… grzebania w śmieciach. Nie mylić z wyciąganiem brudów!

Święta Bożego Narodzenia to dla większości Polaków wyjątkowe przeżycie duchowe. Mistyczny dzień, celebrowany zgodnie z tradycją, pachnący barszczem czerwonym i choinką. Dla mnie, zdeklarowanej ateistki, zimowe święta to czas, który można świętować na wysokim poziomie estetycznym. Bo przecież ten barszcz z tymi uszkami tak pięknie czerwieni się na talerzach. Bo sryba (proszę korektę o niepoprawianie!) z selera (wegański odpowiednik karpia) sama w sobie jest  arcydziełem. Bo nawet choinka może być ekologiczna, designerska i twórcza. A co najważniejsze – nie musi być drzewkiem brutalnie zabranym z lasu!

Przedświąteczne “grzebanie w śmieciach” rozpoczęłam od pracy koncepcyjnej. Przejrzałam pomysły innych i zdecydowałam, jaką drogą podążać nie chcę. Tu wybór był prosty. Nie chcę choinek kapiących złotem, srebrem czy innymi ozdobami. Nie chcę choinek sztucznych ani tym bardziej – żywych. Moje drzewko nie musi mieć dwóch metrów wysokości ani trzech w obwodzie. Wręcz cudownie byłoby, gdyby moja choinka zmieściła się na stole i nic nie kosztowała - ani mnie, ani środowisko.

Przekopując się przez własny śmietnik znalazłam: kawałek starego pudełka kartonowego, sztywną kartkę A4, resztki białych nici (nieco zbutwiałych) i pół butelki kleju do drewna, dobijającego do daty swojej ważności. Patrząc na te przedmioty widziałam już “moją” choinkę!

Z kartonu zrobiłam stożek. Owinęłam go folią do pakowania żywności. Folię dość obficie posmarowałam klejem do drewna. Następnie owinęłam stożek białą nicią. Niezbyt dokładnie, raczej na chybił-trafił, niż według jakiegoś planu. Nie chciałam uwięzić i siebie i choinki w przedświątecznym “ordnungu”.

Po zakończeniu nawijania moją niemal gotową choinkę posmarowałam jeszcze raz klejem. Klej ten jest absolutnie genialnym „urządzeniem” – po wyschnięciu z białego zamienia się w przeźroczysty. Jego cienka warstwa, znajdująca się pomiędzy nitkami, dodatkowo pięknie błyszczy, co nadaje choince świątecznego, zimowego klimatu.

Tak przygotowane drzewko zostawiłam na 24 godziny w pobliżu kaloryfera. W tym czasie z tektury falistej z pudła wycięłam nożem do tapet gwiazdkę. Poza tą czynnością rzeczywiście nie zrobiłam zbyt wiele podczas tej doby „oczekiwania”. Snułam się od okna do okna, wyglądając śniegu i co chwilę nerwowo zerkając na snowboard.

W ubiegłym roku po raz pierwszy w Zakopanem można było wypożyczyć splitboard. To taka deska snowboardowa, którą się dzieli na dwa, dzięki czemu otrzymujemy dwie deski do podchodzenia pod górę. W Tatrach mamy 200 km szlaków ski-tourowych i to właśnie ta oferta powinna być głównym “eksportowym” towarem Podhala. A że ja jeżdżę raczej na parapecie niż na boazerii – dotychczas ski-toury nie były dla mnie. Teraz, kiedy otwiera się przede mną możliwość użycia splitboardu – przebieram nogami z tęsknoty za śniegiem.

A że na razie za oknem śniegowa nędza, więc pozostaje mi tylko chodzić nerwowo od okna do okna i mieć bezśniegową depresję. Jedni dostają jej na samą myśl o tym, że ich ktoś nie poważa i nie ceni, inni (w tym i ja) – przez brak śniegu właśnie. Wiem, wiem – taki mamy klimat.

Moja upcyklingowa choinka była gotowa po dobie. Najpierw wyjęłam ze środka kartonowy stożek, następnie delikatnie usunęłam folię. Na koniec przykleiłam na czubku „drzewka” kartonową gwiazdkę. Choinka gotowa! Taka samodzielnie wykonana ozdoba świąteczna nie tylko daje radość i satysfakcję. Jej przygotowanie można potraktować również jak arteterapię na depresje wszelkiej maści.

Po pierwsze, choinka pozwoli na odzyskanie utraconej pewności siebie – drzewko z mojego „przepisu” na pewno się uda. Po drugie, nikt nie odważy się choinki oceniać negatywnie. To w końcu choinka, symbol świąt i pojednania. Po trzecie wreszcie – jej wykonanie da wiele pozytywnych emocji, ukoi zszargane nerwy i pozwoli osiągnąć kolejny sukces życiowy. Każdemu! Bez względu na wagę, płeć, wiek, czy wykonywany zawód. Polecam!

(em)