FELIETON

Polak goni za książką. Ale za jaką?

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
Polak goni za książką. Ale za jaką?
 
Fot.Anita Trebunia-Tutka
 
Pogoda jak na październik była wymarzona, spacerowa. A tu wielki korek w kierunku niewypoczynkowym, tłumy pieszych na mało uczęszczanej, nieciekawej ulicy. Z pewnością to nie piłkarskie derby ani festyn piwny, bo fizjonomie raczej nietypowe.
 
Wszyscy tachają wielkie torby, a w nich- książki! 18. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie znów zaskoczyły wszystkich: frekwencją, rozmachem, różnorodnością. Polacy goniący za książkami? To nie sen, to piękna rzeczywistość! Aż nie chce się wierzyć w alarmujące doniesienia, że w wielu polskich domach nie ma ani jednej książki!

Hale wystawowe Wisła i Dunaj poruszają od razu moją wyobraźnię i gorączkowo myślę, czy zacząć oglądać wszystkie stoiska po kolei, czy od razu biec na spotkania z autorami. Wszędzie dziki, choć piśmienny i oczytany tłum, jeszcze liczniejszy niż w poprzednich latach. Obok polskich, wydawnictwa międzynarodowe, obok polskich nazwisk – zagraniczni goście Festiwalu Conrada, w sumie 600 autorów!

Po „upolowaniu” Stasiuka, stanąłem w kolejce po autograf do Etgara Kereta. W długim i rozgadanym ogonku było nam bardzo miło - uśmiechy, żarty, gorączkowe uzupełnianie dorobku Izraelczyka. Do czasu. Przechodzący starszy pan wycedził przez zęby: „Co to wyprawiają ci Żydzi!”, inny wykrzykiwał jakieś pogardliwe epitety. Nie wiem, czy miał na myśli organizatorów spotkania, pisarza, czy nas?

Panowie pewnie rozdrażnieni gwarem i naszymi radosnymi minami, do tego w przeddzień otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich! Na sąsiednim stoisku z wydawnictwami katolickimi, Papież Dialogu, Jan Paweł II wymownie spuścił wzrok…

Trochę dalej wydawnictwa straszące okładkami ciężkiego kalibru i sformułowaniami wcale nie z czasów II wojny światowej: zdrajcy, agenci, zamachy... Dla każdego coś miłego, chociaż… "Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają".

W myśl zasady, że ciągnie wilka do lasu i tak w końcu wylądowałem przy stoisku Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie poczułem się jak w domu i zakupy również poczyniłem. Polecam szczególnie „Czary góralskie” Urszuli Janickiej-Krzywdy i Katarzyny Ceklarz.

Z „Czarami...” nie przelewki, można wierzyć lub nie, ale pogłębić wiedzę tajemną warto, a książka może nam w tym pomóc. Tym bardziej, że czarownicy (zazwyczaj bacowie), pilnie strzegą swoich tajemnic i niechętnie dzielą się sposobami na zabezpieczanie się przed złem, urokami, chorobami i nieszczęściami.

Dziś to wiedza szczególnie przydatna, bo pozwala uchronić się przed konfrontacją z NFZ i kosztowną wizytą w aptece. Nie oparłem się również „Śpiewnikowi góralskiemu” Państwa  Paryskich, gdzie znajdziemy wiele rzadko publikowanych śpiewek zebranych od tatrzańskich juhasów w latach trzydziestych XX wieku.

Śpiewnik dołączył do pokaźnej torby z targowymi zdobyczami, zdominowanymi wspaniałościami Wydawnictwa Czarne. Znikam dla świata śladem myśli Cycera: Ludzie mówią, że życie to jest to, ale ja wolę sobie poczytać!  

(em)